Gdyby dadaistów zapytać, czy takiej absurdalnej zabawie (natchnionej przez futuryzm, ale bez paskudnej futurystycznej ?krzepy") nie musi jak cień towarzyszyć nihilizm, odparliby zapewne, że to nie oni są nihilistami, to społeczeństwo bien-pensants, gdzie ?wszystko funkcjonuje, tylko sam człowiek nie" (Hugo Bali). Przerażenie tego rodzaju rzeczywistością dadaiści uśmierzali - powiada Andrzej Lam - przez radość niespodzianki. Przez taką bezcelowość działań, która umożliwia ?wsłuchiwanie się w Nieznane" (Hans Richter). W zestawieniu z nimi spadkobiercy ich, nadrealiści, ze swoją ortodoksją, anatemami, systemem, polityką, wyglądają dosyć ponuro. Tak jak dadaiści bawić się, tak straszyć i epatować burżuja, tak się wygłupiać, żeby echa poszły po całej Europie, po Ameryce - to się udaje raz. Historia się nie powtarza. Bywają nastroje i metafory sytuacyjne, których nie da się sztucznie odtworzyć: choćby nawet trochę niesprawiedliwe, bo lekceważące siłę artystycznej konwencji, było znane powiedzenie, że kto pierwszy porównał kobietę do kwiatu był poetą, a ten kto zrobił to po raz drugi - nudziarzem. | |
|