|
Niemal wszystkim, którzy odnosili się krytycznie do Chwistka, autor stawia takie zarzuty; m.in. dostało się Stanisławowi Michalskiemu i Irzykowskiemu (jak niesprawiedliwie! Lekturę Słonia wśród porcelany jeszcze dziś polecałbym gorąco naszym neodada-istom). A przecież Autor podkreśla zarazem, że (jak mówił prof. Heinrich) Chwistek tak wszystkich filozofów krytykował, od Platona począwszy, aż w końcu został sam (s. 366); że był niesystematyczny i miał skłonność do demagogii (s. 366) i rozgadania (s. 243); że temat traktował chaotycznie i przeskakiwał trudności (s. 252); że „nie uznawał impresjonizmu... nie rozumiał sztuki starożytnej, nie znał się na sztuce średniowiecznej. Niewiele widział w obrazach Cezanne'a" (s. 356); Picasso jego zdaniem rysował haniebnie (1912, s. 91), nadrealizm to manowce, a przyszłość malarstwa leży w rękach jakiegoś Valensiego (1937, s. 300). Wszystko to razem trochę peszy jako charakterystyka uczonego, który zajmował się m.in. estetyką. Niełatwo więc zrozumieć, czemu Estreicher uważa za „co najmniej dziwne" (s. 212), że profesorowie wahali się czy puścić Chwistka na katedrę, a krytycy go krytykowali.
W końcu katedrę dostał i wiele publikował, raz w organie kapistów „Głos Plastyków" (1938); jeden z kapistów zaprosił go też z odczytem (1933, s. 320); tenże malarz (Czapski) napisał, że „kołyska kapistów stała nie t w pracowni Pankiewicza, ale w zadymionej kawiarni «Esplanada» przy klubie formistów".
|